Trochę wyżej, w krótkiej eksplanacji powstania idei „Giełdy80/90”, wspomniałem już że według mnie najlepszym miejscem dla premiery inicjatywy była lokalizacja w której ów elektroniczny targ się odbywał, w latach „natywnych”. Główną, gdańską giełdą komputerową był bez wątpienia Klub Studentów Żak, mieszczący się w centralnym punkcie Miasta, przy ulicy Wały Jagielońskie, pod numerem pierwszym. Jednakże w roku 2000 budynek został przekwalifikowany z jednostki kultury na administracyjną i obecnie odbywają się tutaj głosowania Rajców – co naturalnie wykluczyło jakąkolwiek możliwość najmu.
Na szczęście w Gdańsku było jeszcze jedno miejsce gdzie odbywały się Giełdy komputerowe – siedziba oddziału Naczelnej Organizacji Technicznej, czyli NOT-u.

Gdański „NOT”
Co prawda nie cieszyło się taką popularnością jak „Żak” i z tego co pamiętam powstało jako „rebeliancka” akcja zainicjowana przez jednego z Wystawców – handlującego softem na ST-ka, zwanego „Golumem” Macieja z gdańskich Siedlec, który to wcześniej popadł w niełaskę administracji Żak-a. No, ale jednak w tym miejscu, 30 lat temu Giełdy się odbywały…
W maju 2016 nawiązałem kontakt telefoniczny z administracją budynku z ulicy Rajskiej – po uzyskaniu informacji o możliwości najmu powierzchni ustaliłem (bliski) termin wizji lokalnej.
W siedzibie gdańskiego NOT-u nie byłem od lat prawie 30 i przyznam że zupełnie nie pamiętałem wyglądu wnętrza tego miejsca. Natomiast pierwszy chwyt za sztuczne tworzywo „sera” klamki drzwi wejściowych utwierdził mnie w słuszności wyboru tej lokalizacji. I to jeszcze jak! I tutaj mała dygresja: Drogi Czytelniku, nie wiem czy w Twoim mieście znajduje się NOT (a jest duża szansa że tak), ale jeśli jest i jesteś miłośnikiem szeroko-pojętego „Retro” koniecznie wybierz się w szybką podróż do przeszłości. Tutaj, jak to mawiał Rychu Peja – nie zmienia się NIC. Płaskorzeźby na ścianach, niczym cholerny Han Solo zamrożony w karbonicie. Paprotki. Złocone poręcze. Żaluzje z szeleszczącej i cienkiej (a’la fotograficzna folii). Drewnopodobna materia na ścianach. Skrzypiące windy ZREMB-u – zbyt mocno pachnące smarem i zmęczeniem silnika, na skutek podciągania pomiędzy piętrami podtuczonych (na firmowych rautach) Konstruktorów. Wazony z dynastii NOT. Medale i sztandary w gablotach na ścianach. Koniec dygresji.
Natomiast po rozmowie z przemiłą Panią z „notowskiej” administracji okazało się że jedna rzecz jest jak najbardziej współczesna. I jest to cena za dobowy najem sali.
No cóż, na szczęście dla mojej wątłej wiary w siebie dawno przestałem się już przecież łudzić że na retro można cokolwiek zarobić.
Umowa została wydrukowana (na prasie drukarskiej – hłe, hłe) i podpisana. Zaliczka wpłacona w kasie ( xD). A termin pierwszej „Giełdy80/90” ustalony na 24.07.2016 roku.
Można się było więc zająć marketingiem a przede wszystkim identyfikacją wizualną. Stworzył ją dla mnie (wraz z genialnym plakatem) świetny (i bardzo sympatyczny) artysta młodego pokolenia, Marcin Wolski (https://marcinwolski.com/), którego to prace ujrzałem jako reklamę jednej z edycji VHS Hell (inicjatywy Krystiana Kujdy). Na etapie projektowania przekazałem kilka wskazówek, z czego (jako kluczową) nadałem „musi być widoczne ZX Spectrum 48”. I było. Materiały otrzymałem w postaci otwartych PSD-ków, które uzupełniłem (i wciąż uzupełniam 😉 ) o daty, lokalizację i szczegóły niemożliwe do przekazania podczas fazy projektowej.
Plakaty oraz ulotki wydrukowałem w drukarni poleconej przez parającego się „zawodowo” grafiką, wyznawcę „Calamusa na TT-ce” Atarowca, Pitera. Wyszły przepięknie, na pachnącym, błyszczącym papierze.
Szczególnym misterium stało się rozmieszczanie samych plakatów: oczywiście tylko własnoręcznie i w miejscach specjalnie do tego wybranych, takich jak blaszane ściany PRL-owskich sklepów, tablice korkowe wewnątrz bloków z wielkiej płyty, drzwi wejściowe do piwnic, itp. Przeprowadziliśmy również, wraz z Synem Juliuszem kilka akcji ulotkowych przed gdańskim dworcem PKP, często wdając się w kilkuminutowe rozmowy o sprzęcie elektronicznym „z epoki” z ludźmi obdarowanymi reklamówkami.
Jeśli jesteśmy już przy grafice, warto również wspomnieć o wspaniałych „FanArt-ach” reklamowych, stworzonych przez Żonę Leszka „Skalmara”, które zobaczycie w galerii,
Informację o Giełdzie publikowane w mediach społecznościowych ( https://www.facebook.com/gielda8090 ) udostępniane były ochoczo przez tzw. „środowiska retro”, a także zaprzyjaźniony portal AtariOnline. Odzew był duży, masa zapytań na które odpowiadałem (różnymi kanałami), zadawanych zarówno przez Znajomych, jak i późniejszych znajomych.
Noc przed Giełdą była częściowo nieprzespana: trochę z powodu tremy organizacyjnej, a trochę z powodu rozmów – zapewniania że nic się nie stało tych którym coś wypadło i wyrażania radości z powodu planowanej bytności tych których być nie miało. Ot, jak się miało okazać podczas kolejnych edycji – zwykła noc przed imprezą.
W budynku NOT-u pojawiliśmy się wraz z Synem, Juliuszem o godzinie 7 (planowo bramy dla sprzedawców otwieraliśmy od 8). I była to dobra decyzja: zgodnie z umową stoły w sali miały być porozkładane w kształt litery „U”, a były w „chińskie c”. I tak ogólnie było ich zbyt mało. Tak więc (jak się to okazało podczas późniejszych edycji), zainaugurowaliśmy tradycje porannego taszczenia stołów.
Zaczęli również pojawiać się pierwsi goście, z reguły Przyjaciele którzy przybyli z innych części naszego, Pięknego Kraju: Warszawy, Wrocławia, Katowic, Krakowa, Poznania. Elbląga. I Gdyni 😉
Stoły wystawców zaczęły dość szybko zapełniać się elektroniką i szeroko pojętą kulturą epoki lat 80/90. Było sporo stanowisk do grania: kilka Amig, C64, retro „PieCe”, „małe” Atari i Jaguar, lecz także naprawdę dużo artefaktów do nabycia: SID-y do C64, Joy-e, radzieckie modele zdalnie-sterowane, plakaty, dyskietki, kasety, filmy Video, CK-ki i Winyle. Niesamowite były również, oprawione u PRL-owskiego introligatora instrukcje serwisowe do „sześćdziesiątki-czwórki”, moduły wysterowujące „Ledy” z C128, aparaty telefoniczne Ericsson Hotline, Caviary, Simmy i inne cudeńka. Sporo rzeczy do przejrzenia. Ktoś tam też kopiował dyskietki z nowościami na Amigę 😉
Ale podczas tej edycji najważniejsze było odtworzenie giełdowego klimatu, które to wyszło naprawdę doskonale! Giełdę odwiedziło ponad 350 osób i uwierzcie mi że większość z nich miała „wydrukowane” (termo-transferowo) na twarzach to coś, co kiedyś można było zobaczyć podczas wizyt na Giełdach Komputerowych: dzielenie się pasją, radość i świadomość przebywania w grupie Przyjaciół, pomimo szarości w otaczającym nas, smutnym Kraju. Myślę że dokładnie wiesz o co mi chodzi.
Wydarzenie zakończyło się około godziny 17. Wtedy też (taszcząc na miejsce krzesła i stoły) podjąłem decyzję o „cykliczności” Giełdy.
zdjęcia wykonane przez Wojtka Pędzicha:




























Zdjęcia wykonane przez Mateusza „Tfardego”:






NOT Gdańsk
lipiec 24, 2016